Około trzeciej zadzwoniła Nadia. Nadia, tak naprawdę nazywała się Kasia, ale ponieważ odkąd skończyła 10 lat czuła, że imię to do niej nie pasuję, postanowiła nadać sobie nowe. Wszędzie gdzie się pojawiała przedstawiała się jako Nadia, i tym sposobem jedynym śladem pozostałym po Katarzynie stał się jej dowód osobisty. Zamiana udała się na tyle, że nawet rodzice zaczęli używać jej nowego imienia. Nadia próbowała wyciągnąć Kler na piwo. Oczywiście tylko na jedno. Ostatecznie umówiły się w klubie P. na ulicy F. Kler nadal miała doła, więc po 3 piwie zaczęła monolog.
- Bo wiesz, bo ja już postanowiłam. Jak skończę trzydziestkę i nadal będę singlem to przeprowadzam się do Nowego Jorku. Nowy Jork wydaję się o wiele przyjemniejszym miejscem dla singli niż miasto K. Poza tym tam czułabym się taka szczupła. Więc tak Nowy Jork zdecydowanie.
Nadia zrobiła duże oczy, i odpalając jednego papierosa od drugiego powiedziała:
- Ty, a przecież ty masz chłopaka. Nie zapominasz o jednym panu w Monachium??
- Co? mówisz o J? moja droga, ale my przecież nie jesteśmy razem. Nie możesz być z kimś kto mieszka 600 km od ciebie. ile to jest w ogóle km?? nigdy nie wiem. w każdym razie, Ewa trafiła w dziesiątkę nadając temu miano: sexturystyka.. wiec nie.. nie.. jestem absolutnym singlem. i jako singiel postanawiam i uroczyście ci przysięgam, że przeprowadzę się do Nowego Jorku.. bo to wszystko bez sensu. byłam w ogóle w ostatnią niedziele na randce.. rokowania nie są dobre. jeszcze troche i zacznę recykling randkowy... w tym mieście nie ma mężczyzny dla mnie..
- Hehe.. A co tym razem ci nie pasowało? Buty? Sweter? Czy może to, że nie wiedział kto to Maleńczuk?
- To, że mi nie nie zaproponuje zadnego napoju chladzacego wiedzialam od poczatku. przygotowana bylam ze ten Francuz nie rozni sie od innych. dla mnie luz, ja piwo moge sobie sama kupic. ale przesadzil w momencie kiedy czekajac na moj autobus ziewnal. Powiedziałam mu wtedy, oczywiście tylko pro forma, że nie musi ze mną czekać. A on: ok. I sobie poszedł. czaisz?
Nadia wybuchnęła śmiechem.
- Toż to prawdziwy dżentelmen. Czekaj musimy to oblać.
I zamówiła dwa szoty wściekłych.
wtorek, 14 października 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)
