sobota, 22 listopada 2008

Następnego dnia Kler obudziła się o 13:37 z kacem gigantem. Lodówka świeciła pustkami a Ewa jej współlokatorka wrócić miała z wałówką z domu dopiero za 3 dni. Kler zadzwoniła więc do Nadii i stanowczo zarządała aby ta jak winowajczyni jej dzisiejszego stanu przybyła z pizza, hamburgerem, albo inny fasfoodowym syfem. Nadia pojawiła się z olbrzymią pizza hawajską, Coca-colą, pełnym makijażem i bananem na twarzy.
- Ty stara co jest, co tak zęby szczerzysz - powiedzial półprzytomna Kler otwierając jej drzei.
- Pamiętasz tego kolesia, z którym rozmawiałam przy barze?? Ide z nim dziś na randkę.
- He? naprawde? przecież on miał te ohydne włoskie buty w szpic. Na dodatek białe!
- no to co?ty i towje głupie teorie na temat męslich butów. Fajnie mi się z nim gadało, zjadam pizze i spadam na piwo, albo dwa tralalala...
- taaaa.. dobrze ci sie gadało bo byłaś zalana w trupa moja droga. Założe się o bilet do kina, że po godzinie zobacze cię tu znowu.
- ok. umowa stoi. ja lece. buziaki pa.
Po 40 minutach Kler dostala smsa od Nadii o treści: Stara zadzwoń do mnie, muszę się jakoś wyrwać, to jest nażelowany mydłek, minuty dłużej tu nie zniosę.
hehe - pomyślała Kler - to idzemy dziś do kina. I zadzwoniła do Nadii.

wtorek, 14 października 2008

Około trzeciej zadzwoniła Nadia. Nadia, tak naprawdę nazywała się Kasia, ale ponieważ odkąd skończyła 10 lat czuła, że imię to do niej nie pasuję, postanowiła nadać sobie nowe. Wszędzie gdzie się pojawiała przedstawiała się jako Nadia, i tym sposobem jedynym śladem pozostałym po Katarzynie stał się jej dowód osobisty. Zamiana udała się na tyle, że nawet rodzice zaczęli używać jej nowego imienia. Nadia próbowała wyciągnąć Kler na piwo. Oczywiście tylko na jedno. Ostatecznie umówiły się w klubie P. na ulicy F. Kler nadal miała doła, więc po 3 piwie zaczęła monolog.
- Bo wiesz, bo ja już postanowiłam. Jak skończę trzydziestkę i nadal będę singlem to przeprowadzam się do Nowego Jorku. Nowy Jork wydaję się o wiele przyjemniejszym miejscem dla singli niż miasto K. Poza tym tam czułabym się taka szczupła. Więc tak Nowy Jork zdecydowanie.
Nadia zrobiła duże oczy, i odpalając jednego papierosa od drugiego powiedziała:
- Ty, a przecież ty masz chłopaka. Nie zapominasz o jednym panu w Monachium??
- Co? mówisz o J? moja droga, ale my przecież nie jesteśmy razem. Nie możesz być z kimś kto mieszka 600 km od ciebie. ile to jest w ogóle km?? nigdy nie wiem. w każdym razie, Ewa trafiła w dziesiątkę nadając temu miano: sexturystyka.. wiec nie.. nie.. jestem absolutnym singlem. i jako singiel postanawiam i uroczyście ci przysięgam, że przeprowadzę się do Nowego Jorku.. bo to wszystko bez sensu. byłam w ogóle w ostatnią niedziele na randce.. rokowania nie są dobre. jeszcze troche i zacznę recykling randkowy... w tym mieście nie ma mężczyzny dla mnie..
- Hehe.. A co tym razem ci nie pasowało? Buty? Sweter? Czy może to, że nie wiedział kto to Maleńczuk?
- To, że mi nie nie zaproponuje zadnego napoju chladzacego wiedzialam od poczatku. przygotowana bylam ze ten Francuz nie rozni sie od innych. dla mnie luz, ja piwo moge sobie sama kupic. ale przesadzil w momencie kiedy czekajac na moj autobus ziewnal. Powiedziałam mu wtedy, oczywiście tylko pro forma, że nie musi ze mną czekać. A on: ok. I sobie poszedł. czaisz?
Nadia wybuchnęła śmiechem.
- Toż to prawdziwy dżentelmen. Czekaj musimy to oblać.
I zamówiła dwa szoty wściekłych.

środa, 10 września 2008

Fuck it – pomyślała i zapaliła papierosa - Lepiej być wiecznym studentem niż wiecznie nieszczęśliwym. Pozatym jebie mi ten caly wyścig szczurow, to wpisywanie się w schematy i ładowanie w kierat od 8 do 16.
Kler od wczoraj była wsciekla. Wściekła z dwóch powodów. Jednym z nich była koleżanka ze studiow, którą spotkała przypadkiem buszując w sklepie z tanią odzieżą. Ta kiedy usłyszała, że Kler jeszcze nie napisała pracy magisterskiej, ze zdziwieniem w głosie krzyknęła: to TY JESZCZE studiujesz??? Po czym z nuta wyższości zaczeła opowiadać jak to spełnia się jako żona, matka i kura domowa. Kler zemdliło, więc udała, że się spieszy i wyszła. Drugim powodem był sms - a raczej jego brak. Kler miała nadzieje, iż przystojniak, spotkany 3 dni temu w barze jednak napisze i pokaże jej ten opustaszły dom, na dachu którego odbywaja się jakieś sekretne imprezy, sekretnej elity miasta K. Przystojniak nie napisal, więc nie pozostało jej nic innego, jak obejrzeć kolejny odcinek trzeciego sezonu Sex and the city.

czwartek, 24 lipca 2008

Kler miała 25 lat, brata, mieszkanie i masę długów. Do tego była choleryczką i dobrym materiałam na hipochondryczkę. Nieustannie coś gubiła.. rękawiczki, czapki, szaliki, parasolki, klucze. Od sześciu lat bez większych sukcesów próbowała rzucić palenie, czekoladę i mężczyzn. 24 lipca o godzinie 10:11 rano, zajadając sucharki, zdała sobie sprawę, że za równy miesiąc skończy 26 lat i zyska status wiecznego studenta.