niedziela, 20 września 2009

I nagle okazuję się, że wszystko kręci się wokół jednego. Kiedy kończysz 26 lat wszyscy mówią o białych sukienkach, eleganckich garniturach, podróżach poślubnych, obrączkach i salach rezerwowanych 2 lata na przód. Wszyscy dostają obsesji bycia z kimś, opowiadania o kimś, szukania kogoś. Bo przecież nie ważne, że mówisz trzema językami, skończyłaś dwa kierunki, podróżujesz i masz plany na przyszłość. to kim jesteś definiuje mężczyzna u twego boku. Bo przecież żadna koleżanka-mężatka nie pozwoli aby jej mąż spotykał się z koleżankami- nie mężatkami. Dlatego wykluczone z życia towarzyskiego koleżanki- nie mężatki z desperacją szukają swojej definicji na portalach randkowych, w klubach, barach i miejscach pracy. za radami matek, babć i koleżanek-mężatek (tych które jeszcze czasem zgodzą się pójść na kawę z nie mężatką) mają oczy szeroko otwarte. bo przecież ten jeden jedyny to może ten kolega z którym tak często chodzisz do kina i którego znasz już tyle lat. może ten jeden jedyny stoi tuż obok ciebie tylko ty tego nie zauważasz. a może za mało się starasz, za słabo szukasz, stawiasz za wysoko poprzeczkę, jesteś zbyt wybredna. bo przecież nie jesteś już taka młoda, a zegar biologiczny tyka.. dlatego szukaj szukaj szukaj. nie ważne: brzydki, ładny, inteligentny, głupi, zabawany drętwy.. idź, zobacz, spotkaj się. bo zaproszenie na jedną, drugą, trzecią imprezę jest dla ciebie i osoby towarzyszącej, bo jedynka w pokoju hotelowym na Krecie kosztuje dwa razy więcej niż dwójka, bo w restauracji nie ma stolików dla jednej osoby, bo nikt nie lubi starych (sic!) panien.