niedziela, 15 listopada 2009

czasami wszystko jak na złość przypomina tylko jedno. w rozmowie nagle pojawia się TO imię - a przecież rozmowa była zupełnie o czymś innym; przecież nie w TĄ stronę ją kierowałaś. na facebooku ktoś nagle załaduje teledysk z piosenką, którą ON ci pokazał a w książce, którą otworzysz znajdujesz stary bilet właśnie do tego miejsca. a na koniec dnia dostaniesz e-mail od niego. i oczywiście to się zdarza lawinowo bo pojedynczo nie miałoby efektu.. a przeciez los tak bardzo chce zasmiac ci sie w twarz. pokazac ci ze to jeszcze gdzies tam tkwi, ze tak naprawde jeszcze sobie z tym nie poradzilas i ze wciaz zyczysz mu zle. ze jednoczesnie go nienawidzisz i tesknisz za nim.

niedziela, 20 września 2009

I nagle okazuję się, że wszystko kręci się wokół jednego. Kiedy kończysz 26 lat wszyscy mówią o białych sukienkach, eleganckich garniturach, podróżach poślubnych, obrączkach i salach rezerwowanych 2 lata na przód. Wszyscy dostają obsesji bycia z kimś, opowiadania o kimś, szukania kogoś. Bo przecież nie ważne, że mówisz trzema językami, skończyłaś dwa kierunki, podróżujesz i masz plany na przyszłość. to kim jesteś definiuje mężczyzna u twego boku. Bo przecież żadna koleżanka-mężatka nie pozwoli aby jej mąż spotykał się z koleżankami- nie mężatkami. Dlatego wykluczone z życia towarzyskiego koleżanki- nie mężatki z desperacją szukają swojej definicji na portalach randkowych, w klubach, barach i miejscach pracy. za radami matek, babć i koleżanek-mężatek (tych które jeszcze czasem zgodzą się pójść na kawę z nie mężatką) mają oczy szeroko otwarte. bo przecież ten jeden jedyny to może ten kolega z którym tak często chodzisz do kina i którego znasz już tyle lat. może ten jeden jedyny stoi tuż obok ciebie tylko ty tego nie zauważasz. a może za mało się starasz, za słabo szukasz, stawiasz za wysoko poprzeczkę, jesteś zbyt wybredna. bo przecież nie jesteś już taka młoda, a zegar biologiczny tyka.. dlatego szukaj szukaj szukaj. nie ważne: brzydki, ładny, inteligentny, głupi, zabawany drętwy.. idź, zobacz, spotkaj się. bo zaproszenie na jedną, drugą, trzecią imprezę jest dla ciebie i osoby towarzyszącej, bo jedynka w pokoju hotelowym na Krecie kosztuje dwa razy więcej niż dwójka, bo w restauracji nie ma stolików dla jednej osoby, bo nikt nie lubi starych (sic!) panien.

niedziela, 15 marca 2009

Z INNEJ BECZKI OPOWIADANIE

Siedziała przed komputerem; przed otwartym plikiem Worda i myślała. Do 24 marca miała napisać artykuł o pięknych i chudych, a nie miała nawet pomysłu jak zacząć. Bo piękne i chude ją drażniły. Bo piękne i chude reprezentowały wszystko to czego nie lubiła w dzisiejszym świecie. Bo piękne i chude były piękne i chude, i na każdym kroku, na każdym rogu ulicy, na każdym bilbordzie, na każdej stronie kolorowego magazynu udowadniały tym nie pięknym i nie chudym, że to one są ideałem, i że taki ideał podoba się mężczyznom. A ona nie miała zupełnie nic do powiedzenia na ten temat, a jedyne co chciała napisać to przepis na tort czekoladowy.
Siedziała więc przed komputerem i myślała. Bo ona była piękna ale na pewno nie chuda, i aktualnie przegrała swoją bitwę z chudszą, czyli piękniejszą. Przegrała nawet nie wiedząc kiedy, i jedyne co wiedziała to to, że TAMTA była chudsza. Łapiąc się na tym zdała sobie sprawę, że i ona nie uniknęła obsesji na punkcie ciała, i że tym samym ona też nakręca ten cały "chudsze-piękniejsze" przemysł, gdzie każda chce zmieścić się w rozmiar 36, i gdzie każda chce wyglądać jak Kate Moss. Myśl ta zaprowadziła ją na balkon z kawą i papierosem. Paląc wolno Iris'a mentolowego zastanawiała się jak przemycić w artykule myśl, że chude niekoniecznie jest piękne. Jak udowodnić im i sobie, że 45 kg przy 175 cm nie jest sexy. I nagle ją olśniło. może i przegrała z chudą czyli piękną, ale przecież ONA w ciągu swojego 27 letniego życia mieszkała pół roku w Madrycie, pół roku w Seattle, dwa miesiące w Toronto, dwa miesiące w Londynie, zdobyła 3 stypendia, a aktualnie pracowała w redakcji prestiżowego magazynu. Więc może i przegrała z chudszą i piękniejszą, ale osoba która o tym zadecydowała miała 35 lat i zero osiągnieć. skończyła papierosa napisała artykuł i wysłała. zdała sobie sprawę, że piękne i chude zawsze istniały i istnieć bedą, ale ona wcale nie musiała zawracać sobie nimi głowy.

sobota, 22 listopada 2008

Następnego dnia Kler obudziła się o 13:37 z kacem gigantem. Lodówka świeciła pustkami a Ewa jej współlokatorka wrócić miała z wałówką z domu dopiero za 3 dni. Kler zadzwoniła więc do Nadii i stanowczo zarządała aby ta jak winowajczyni jej dzisiejszego stanu przybyła z pizza, hamburgerem, albo inny fasfoodowym syfem. Nadia pojawiła się z olbrzymią pizza hawajską, Coca-colą, pełnym makijażem i bananem na twarzy.
- Ty stara co jest, co tak zęby szczerzysz - powiedzial półprzytomna Kler otwierając jej drzei.
- Pamiętasz tego kolesia, z którym rozmawiałam przy barze?? Ide z nim dziś na randkę.
- He? naprawde? przecież on miał te ohydne włoskie buty w szpic. Na dodatek białe!
- no to co?ty i towje głupie teorie na temat męslich butów. Fajnie mi się z nim gadało, zjadam pizze i spadam na piwo, albo dwa tralalala...
- taaaa.. dobrze ci sie gadało bo byłaś zalana w trupa moja droga. Założe się o bilet do kina, że po godzinie zobacze cię tu znowu.
- ok. umowa stoi. ja lece. buziaki pa.
Po 40 minutach Kler dostala smsa od Nadii o treści: Stara zadzwoń do mnie, muszę się jakoś wyrwać, to jest nażelowany mydłek, minuty dłużej tu nie zniosę.
hehe - pomyślała Kler - to idzemy dziś do kina. I zadzwoniła do Nadii.

wtorek, 14 października 2008

Około trzeciej zadzwoniła Nadia. Nadia, tak naprawdę nazywała się Kasia, ale ponieważ odkąd skończyła 10 lat czuła, że imię to do niej nie pasuję, postanowiła nadać sobie nowe. Wszędzie gdzie się pojawiała przedstawiała się jako Nadia, i tym sposobem jedynym śladem pozostałym po Katarzynie stał się jej dowód osobisty. Zamiana udała się na tyle, że nawet rodzice zaczęli używać jej nowego imienia. Nadia próbowała wyciągnąć Kler na piwo. Oczywiście tylko na jedno. Ostatecznie umówiły się w klubie P. na ulicy F. Kler nadal miała doła, więc po 3 piwie zaczęła monolog.
- Bo wiesz, bo ja już postanowiłam. Jak skończę trzydziestkę i nadal będę singlem to przeprowadzam się do Nowego Jorku. Nowy Jork wydaję się o wiele przyjemniejszym miejscem dla singli niż miasto K. Poza tym tam czułabym się taka szczupła. Więc tak Nowy Jork zdecydowanie.
Nadia zrobiła duże oczy, i odpalając jednego papierosa od drugiego powiedziała:
- Ty, a przecież ty masz chłopaka. Nie zapominasz o jednym panu w Monachium??
- Co? mówisz o J? moja droga, ale my przecież nie jesteśmy razem. Nie możesz być z kimś kto mieszka 600 km od ciebie. ile to jest w ogóle km?? nigdy nie wiem. w każdym razie, Ewa trafiła w dziesiątkę nadając temu miano: sexturystyka.. wiec nie.. nie.. jestem absolutnym singlem. i jako singiel postanawiam i uroczyście ci przysięgam, że przeprowadzę się do Nowego Jorku.. bo to wszystko bez sensu. byłam w ogóle w ostatnią niedziele na randce.. rokowania nie są dobre. jeszcze troche i zacznę recykling randkowy... w tym mieście nie ma mężczyzny dla mnie..
- Hehe.. A co tym razem ci nie pasowało? Buty? Sweter? Czy może to, że nie wiedział kto to Maleńczuk?
- To, że mi nie nie zaproponuje zadnego napoju chladzacego wiedzialam od poczatku. przygotowana bylam ze ten Francuz nie rozni sie od innych. dla mnie luz, ja piwo moge sobie sama kupic. ale przesadzil w momencie kiedy czekajac na moj autobus ziewnal. Powiedziałam mu wtedy, oczywiście tylko pro forma, że nie musi ze mną czekać. A on: ok. I sobie poszedł. czaisz?
Nadia wybuchnęła śmiechem.
- Toż to prawdziwy dżentelmen. Czekaj musimy to oblać.
I zamówiła dwa szoty wściekłych.

środa, 10 września 2008

Fuck it – pomyślała i zapaliła papierosa - Lepiej być wiecznym studentem niż wiecznie nieszczęśliwym. Pozatym jebie mi ten caly wyścig szczurow, to wpisywanie się w schematy i ładowanie w kierat od 8 do 16.
Kler od wczoraj była wsciekla. Wściekła z dwóch powodów. Jednym z nich była koleżanka ze studiow, którą spotkała przypadkiem buszując w sklepie z tanią odzieżą. Ta kiedy usłyszała, że Kler jeszcze nie napisała pracy magisterskiej, ze zdziwieniem w głosie krzyknęła: to TY JESZCZE studiujesz??? Po czym z nuta wyższości zaczeła opowiadać jak to spełnia się jako żona, matka i kura domowa. Kler zemdliło, więc udała, że się spieszy i wyszła. Drugim powodem był sms - a raczej jego brak. Kler miała nadzieje, iż przystojniak, spotkany 3 dni temu w barze jednak napisze i pokaże jej ten opustaszły dom, na dachu którego odbywaja się jakieś sekretne imprezy, sekretnej elity miasta K. Przystojniak nie napisal, więc nie pozostało jej nic innego, jak obejrzeć kolejny odcinek trzeciego sezonu Sex and the city.

czwartek, 24 lipca 2008

Kler miała 25 lat, brata, mieszkanie i masę długów. Do tego była choleryczką i dobrym materiałam na hipochondryczkę. Nieustannie coś gubiła.. rękawiczki, czapki, szaliki, parasolki, klucze. Od sześciu lat bez większych sukcesów próbowała rzucić palenie, czekoladę i mężczyzn. 24 lipca o godzinie 10:11 rano, zajadając sucharki, zdała sobie sprawę, że za równy miesiąc skończy 26 lat i zyska status wiecznego studenta.