Następnego dnia Kler obudziła się o 13:37 z kacem gigantem. Lodówka świeciła pustkami a Ewa jej współlokatorka wrócić miała z wałówką z domu dopiero za 3 dni. Kler zadzwoniła więc do Nadii i stanowczo zarządała aby ta jak winowajczyni jej dzisiejszego stanu przybyła z pizza, hamburgerem, albo inny fasfoodowym syfem. Nadia pojawiła się z olbrzymią pizza hawajską, Coca-colą, pełnym makijażem i bananem na twarzy.
- Ty stara co jest, co tak zęby szczerzysz - powiedzial półprzytomna Kler otwierając jej drzei.
- Pamiętasz tego kolesia, z którym rozmawiałam przy barze?? Ide z nim dziś na randkę.
- He? naprawde? przecież on miał te ohydne włoskie buty w szpic. Na dodatek białe!
- no to co?ty i towje głupie teorie na temat męslich butów. Fajnie mi się z nim gadało, zjadam pizze i spadam na piwo, albo dwa tralalala...
- taaaa.. dobrze ci sie gadało bo byłaś zalana w trupa moja droga. Założe się o bilet do kina, że po godzinie zobacze cię tu znowu.
- ok. umowa stoi. ja lece. buziaki pa.
Po 40 minutach Kler dostala smsa od Nadii o treści: Stara zadzwoń do mnie, muszę się jakoś wyrwać, to jest nażelowany mydłek, minuty dłużej tu nie zniosę.
hehe - pomyślała Kler - to idzemy dziś do kina. I zadzwoniła do Nadii.
sobota, 22 listopada 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)
